Kwiecień

Archiwum

Olimpia z Gdańska

Zygmunt Krauze

Olimpia z Gdańska to opera, która wymyka się tradycyjnej narracji teatralnej. Świat rzeczywisty, w którym żyje i tworzy Stanisława Przybyszewska, miesza się ze światem literackim wywiedzionym z powieści, którą pisze główna bohaterka. Akcja powieści rozgrywa się podczas Rewolucji Francuskiej, a właściwie już w jej patologicznej fazie schyłkowej. Te dwa światy mieszają się, tworząc nowy świat, świat teatralnej magii. W pokoju Stanisławy pojawiają się zarówno postaci rzeczywiste, np. jej Ojciec wraz z artystyczną bohemą lat dwudziestych, jak i postaci z czasów Rewolucji Francuskiej z M. Robespierrem na czele. Chwilami pojawia się trzeci świat, wywołany przez narkotyki, który jest implikacją świata realnego i literackiego, stwarzając wizję czegoś nadrealnego, wręcz kosmicznego. W tych światach żyją ludzie, którzy bez względu na czas /teraźniejszy czy przeszły/ mają takie same relacje z innymi ludźmi. Można by powiedzieć, że wraz z upływającym czasem ciągle powtarzamy te same historie i sytuacje. Jakbyśmy zatrzymali się w zaklętym kręgu powtórzeń. Stanisława, tak samo jak Olimpia, ciągle nie może znaleźć porozumienia ze swoim Ojcem i Robespierrem. To ciągle te same emocje: miłość, nienawiść, gniew, zemsta. Jednak nad wszystkim unosi się duch wolności. Wszyscy marzą o wolności, czy to w wymiarze społecznym, czy też osobistym. Stanisława chce się uwolnić od Ojca, później od ślepej miłości do Robespierre'a. Olimpia walczy o prawa i wolność kobiet. Idea rewolucji daje siłę i pewność, że wszystko można zmienić, wychodząc na ulicę, by zamanifestować swoja wolność i niezależność. Czy w istocie rewolucja przynosi wolność? A może śmierć jest wolnością? A może życie ze swoją absurdalnością paradoksalnie daje nam szansę na wolność. I tylko od nas zależy czy tak się stanie?! To pytania, które w finale opery zadają autorzy libretta. Myślę, że dobrze, że nikt nie próbuje na nie odpowiedzieć, bo przecież "wszystko jest złudzeniem".
Jerzy Lach

Premiera

20 listopada 2015

Czas trwania

80 min

Otello

Giuseppe Verdi

Opowieść o starości i walce z jej skutkami. Otello jest charyzmatycznym przywódcą, bohaterem i nieustraszonym bojownikiem, który znalazł się w zwrotnym punkcie swojej drogi życiowej, kiedy kariera, władza i wierność związanych z nim ludzi ulegają gwałtownej erozji i okazują się wartościami równie nietrwałymi jak zdrowie, moc fizyczna i oddanie ukochanej kobiety. Samotność czarnoskórego Otella w dramacie Szekspira i opartej na nim operze Verdiego jest w naszym spektaklu, pozbawionym przebrzmiałego dzisiaj aspektu rasowego, samotnością starego wodza otoczonego przez młodych challengerów, którzy czekają na jakiś błąd, czy słabość Alfy, żeby go usunąć i zastąpić. Taką słabością jest miłość do żony pełna zazdrości i podejrzeń. Taką słabością jest porywczy charakter i skłonność do awantur. Otello zapłaci za to wszystko najwyższą cenę. Tragedia, jaka go spotyka, zwykle nie budzi w nas współczucia, bo ciekawostką historii inscenizacji tego dramatu jest fakt, że wykonawca tytułowej partii, umalowany zwykle na czarno teatralną pomadą, jest w druzgocącej większości przypadków postacią antypatyczną. Zżymamy się zwykle na idiotyczny upór męża, któremu tak jawna szuja jak Jago potrafi wmówić bez trudu oczywistą nieprawdę. Spróbujemy trochę nieufnie potraktować te grubą kreską nakreślone charaktery i poszukać w naszym spektaklu fascynującej u Szekspira komplikacji w splotach dobra i zła. Spróbujemy też, jak zwykle, skupić naszą uwagę na postaci wspaniałej kobiety, która staje się ofiarą męskiej głupoty i szowinizmu będących owocami rządzącego wciąż bezkarnie naszym światem testosteronu.

Premiera

25 kwietnia 2015

Czas trwania

3 godz. (w tym jedna przerwa)

Salome

Richard Strauss

"Najważniejszy pomysł polegał na rozszczepieniu pary głównych protagonistów – Salome i proroka Jochanaana – na głos i ciało, śpiewaków i tancerzy. Ten pozornie pretensjonalny zamysł dał siłę przedstawieniu. To, co śpiewa Salome, stało się rodzajem monologu wewnętrznego, zmysłowy taniec przed Herodem porywał, a końcowa scena nad ściętą głową proroka wręcz przerażała".

Jacek Marczyński, "Rzeczpospolita"

Premiera

15 kwietnia 2011

Czas trwania

1 h 50 min (bez przerwy)

Skrzypce Rotszylda

Benjamin Fleischmann / Dymitr Szostakowicz

Dymitr Szostakowicz wielokrotnie namawiał swojego ucznia Fleischmanna, którego uważał za geniusza muzycznego, żeby ten napisał jakieś większe, ambitne dzieło. Młody kompozytor wybrał sobie wreszcie libretto na podstawie opowiadania Czechowa o stolarzu z małego miasteczka, który uważał, że śmierć jest świetnym interesem, bo każdy wtedy potrzebuje trumny. Ale kiedy umiera jego żona, której trumnę musi zrobić za darmo, odkrywa nagle, że śmierć może też być związana ze stratą a nie z zyskiem. Uświadamia sobie przy tym, że był dla żony okropny i przez wiele lat w ogóle nie interesował się towarzyszką swego życia. Umierająca Marfa przypomina mu, że mieli kiedyś małą córeczkę, która umarła. Śmierć ujawnia stolarzowi swoje prawdziwe oblicze wrogiej wobec ludzi i świata potęgi. To odkrycie uruchamia w głowie pijaka proces myślowy, który doprowadza go do moralnej odnowy i odzyskania ludzkiej godności. Stolarz w dodatku dysponuje talentem muzycznym, dzięki któremu gra na skrzypcach z żydowską orkiestrą klezmerską obsługującą lokalne uroczystości. Męczy się z tym niepojętym darem i upodobaniem do muzyki, bo jest agresywnym antysemitą i gardzi swoimi kolegami z orkiestry. Przemiana moralna w człowieka sprawia również i to, że potępiając swoje dotychczasowe życie i upodobanie do awanturniczej destrukcji, zmienia swój stosunek do skrzypka Rotszylda, którym pomiatał i znęcał się nad nim. Pragnąc uzyskać jego wybaczenie i wynagrodzić krzywdy ofiarowuje mu swoje skrzypce.

Utwór jest jednym wielkim monologiem pijaka, napisanym na basowy głos według najlepszych rosyjskich reguł, których mistrzem był Modest Musorgski. Tę ogromną, trudną wokalnie i aktorsko partię wykonuje u nas jeden z najświetniejszych polskich basów Piotr Nowacki. Scenografem jest wybitna artystka znana ze współpracy z Grzegorzem Jarzyną i jego Teatrem TR Warszawa Magdalena Maciejewska. Wymyśliłem, że w tej inscenizacji weźmie udział również Chór Opery Bałtyckiej i wykona kompozycje Dymitra Szostakowicza, żeby złożyć mu hołd za ukończenie i zorkiestrowanie dzieła ucznia, który zginął w pierwszych dniach wojny i pozostawił po sobie tylko tę niedokończoną partyturę. To zestawienie pojawi się na scenach światowych po raz pierwszy. W spektaklu bierze także udział nasz doskonały Bałtycki Teatr Tańca z choreografią jego charyzmatycznej szefowej Izadory Weiss.

Marek Weiss

Premiera

26 stycznia 2013

Czas trwania

45 min

Tosca

Giacomo Puccini

Marek Weiss o Tosce

Dla mnie to kolejna opowieść o wspaniałej kobiecie zagubionej w świecie mężczyzn, którzy realizując swoje bojowe zadania i, niecne częstokroć, plany igrają ze śmiercią. Wiem, że wszystkie uogólnienia bywają zabójcze dla prawdy, ale nie będę od niej daleko ze swoim przekonaniem o odmiennym stosunku obu płci do śmierci. Gra z nią i ryzykowanie życia nie jest domeną kobiet. Ich misją jest tworzenie i obrona tej podstawowej wartości w naszym ludzkim świecie, jaką jest życie. Wynika to z ich biologicznej funkcji i wszystkich związanych z nią konsekwencji. To w kobiecie życie powstaje i po długich miesiącach osiąga ludzki kształt. To kobieta musi od pierwszych dni wykarmić, ogrzać i otoczyć dziecko miłością. Żadne kulturowe manipulacje z płcią nie zmienią tego, mam nadzieję.

My faceci, my straceńcy ze swoim wojowniczym testosteronem, też wolimy żyć, niż umierać. A jednak wikłamy się w potyczki ze śmiercią - raz z powodów najwyższej rangi, a raz z powodów błahych lub przypadkowych. Nie mamy o nie aż takiej dbałości, by bezwzględnie uznawać je za wartość najwyższą.

Oczywiście istnieją kobiety złe i zbrodnicze, ale te wyjątki mnie nie interesują. Pasjonują mnie opowieści o heroinach, które w imię obrony życia i jego godności podejmują ze śmiercią nierówną walkę. Próbują, jak Tosca, oszukać śmierć, targować się z nią, wierzyć, że jest szansa na magiczne opóźnienie jej nieubłaganego wyroku. Stąd ich powszechna miłość do Jezusa, jako gwaranta nieśmiertelności. Stąd kult Marii, która mimo, że wycierpiała mękę śmierci dziecka, doczekała się zmartwychwstania i sama również uniknąwszy starzenia się i rozkładu, zasnęła tak piękna i dziewicza, jak była zawsze. Ta krzepiąca religia wniknęła tak głęboko w życie wielu kobiet, że nigdzie nie można spotkać podobnie powszechnej zdolności do utożsamiania się z Boginią, jak w naszym katolicyzmie budowanym na cudownym fundamencie nieśmiertelności matki i syna.

Tosca, rzecz jasna, nie utożsamia się z Marią, bo walczy o nieśmiertelność kochanka. Relacje z nim są niewątpliwie grzeszne, ale miłość tłumaczy wszystko na język wzniosłych emocji i racji. Tosca ma poczucie, że Madonna ją rozumie i wybacza. Oboje z Cavaradossim czczą, jak większość grzeszników, Marię Magdalenę, najbardziej tajemniczą postać Nowego Testamentu, przedstawianą tradycyjnie jako wcielenie seksualnego piękna kontemplującego trupią czaszkę – symbol śmierci. To powiązanie Erosa z Tanatosem jest tematem wielu wspaniałych dzieł sztuki i opera Pucciniego niewątpliwie do nich należy. Można ją odgrywać jako historyczny dokument z dziejów Rzymu i nawet zadbać nie tylko o wierność kostiumologiczną, ale również nakłonić publiczność do wędrówki w różne miejsca akcji, by stworzyć podobieństwo do rzekomo autentycznych wydarzeń. Wszak Puccini jest kompozytorem werystycznym.

Dla mnie osobiście jednak ważniejsza w tym spektaklu będzie warstwa symboliczna i jak zawsze heroiczny wymiar zmagania się kobiety z przeklętym losem zwieńczonym niezmiennie ponurym finałem, czyli zwycięstwem śmierci. Ale przecież świadomość, że tak to się kończy u każdego z nas, nie psuje nam nadziei, że te zmagania mają sens i budują nasze godne człowieczeństwo. Taka jest wzniosła odpowiedź na próby wpędzenia nas w rozpacz przez posłańców śmierci, których tu reprezentuje Scarpia. Opera Tosca jest tej odpowiedzi wymownym nośnikiem.

Premiera

25 maja 2014

Czas trwania

2 h 25'

Ubu Rex

Krzysztof Penderecki

Jeden z najciekawszych spektakli, jakie powstały w Operze Bałtyckiej. Jeden z najlepszych w dorobku wybitnego twórcy teatru polskiego, jakim jest Janusz Wiśniewski. Nagrodzony tytułem najlepszego spektaklu roku przez kapitułę Nagrody im. Jana Kiepury, został zaproszony na Musikfestspiele Saar odbywający się w czerwcu tego roku w Saarbrucken i Kaiserslautern. Publiczność Trójmiasta przyjęła tę realizację entuzjastycznie i mamy nieustające pytania o możliwość obejrzenia tego dzieła ponownie. Niestety, specyfika tego przedsięwzięcia wyklucza zbyt częste prezentacje na naszej scenie. Tym bardziej polecamy dwa spektakle czerwcowe jako okazję do obcowania z wybitnym dziełem muzycznym podanym w niezwykle atrakcyjnej formie teatralnej. Dzięki wybitnym kreacjom Karoliny Sikory i Jacka Laszczkowskiego w partiach Ubicy i Ubu mamy do czynienia z teatrem muzycznym na światowym poziomie, co odnotowane zostało we wszystkich recenzjach.

Marek Weiss

Premiera

27 września 2013

Czas trwania

2 h 35' (z jedną przerwą)

Zemsta nietoperza

Johann Strauss

SYLWESTROWA GALA KONCERTOWA

libretto (wg sztuki Rodericha Benedixa i wodewilu Meilhaca i Halévy'ego): Karl Haffner i Richard Genée
polska wersja językowa w tłumaczeniu Juliana Tuwima

"Libretto Zemsty nietoperza napisane na podstawie francuskiej farsy, tak zafrapowało Straussa, że skomponował muzykę w rekordowym czasie sześciu tygodni; jest to zresztą istotnie najlepsze libretto, jakie kiedykolwiek otrzymał, i jedno z najlepszych w całej operetkowej literaturze. Francuski pierwowzór (pierwszy i trzeci akt pozostały prawie bez zmian) zadecydował o pikanterii sytuacji i dialogów, a w połączeniu z wiedeńską pogodą, radością życia i ciepłem okazał się idealnym materiałem dla kompozytora. Niejednokrotnie nazywa się Zemstę jednym wielkim tańcem, muzyka jest tu bowiem przepojona rytmem tanecznym, aczkolwiek - co ciekawe - walce dawkował Strauss oszczędnie (...). Instrumentacja bardzo przejrzysta, dowcipna, pomysłowa; wystarczy wspomnieć choćby sam początek uwertury, chromatyczny chichot narzucający od pierwszego taktu atmosferę zabawy.

U nas Zemsta nietoperza posiada jeszcze dodatkową zaletę: od 1932 grywa się ją w znakomitym, dowcipnym przekładzie Juliana Tuwima, opartym na berlińskiej adaptacji Ericha Korngolda".

źródło: Lucjan Kydryński, Przewodnik operetkowy, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, 1998.

Premiera

31 grudnia 2015

Czas trwania

Aktualności

18.04.2018

Kasa biletowa nieczynna - 18.04.2018 (środa)

Z przyczyn technicznych dnia 18 kwietnia 2018 roku kasa biletowa będzie nieczynna.

zobacz wszystkie

PROJEKT I WYKONANIE PROJECT8.PL

STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIES.

Aby zapewnić najwyższą jakość usług wykorzystujemy informacje przechowywane w przeglądarce internetowej. Sprawdź cel, warunki przechowywania lub dostępu do nich w COOKIES. Pozostając na stronie godzisz się na zapisywanie plików cookies w Twojej przeglądarce.