To nie była zwyczajna wizyta. Już samo zaproszenie ze strony Ewy Wycichowskiej było aktem nobilitującym nasz młody zespół, tym bardziej, że jest on w tej chwili najpoważniejszym konkurentem PTT na tanecznym rynku. Ta szlachetna rywalizacja zasłużonego dla kultury polskiej zespołu poznańskiego z gdańskim challengerem przyniesie nam jeszcze wiele pozytywnych, jak sądzę, emocji. Następne spotkanie odbędzie się w gmachu Opery Bałtyckiej w połowie września. Mam nadzieję, że tancerze Ewy będą się czuli u nas tak wspaniale, jak my czuliśmy się w jej gościnnych progach. Owacja poznańskiej publiczności była dla naszego zespołu, a szczególnie dla Izadory wielką nagrodą za lata pracy, bo to przecież tutaj zdobywała szlify choreografa. Tutaj przeżywała pierwszy tryumf, kolejne sukcesy i pierwsze gorzkie doświadczenia z przeciwnikami jej talentu. Wśród zachwyconej publiczności siedziało parę osób, które w 1996 roku tańczyły w „Snach nocy letniej” – debiucie choreograficznym Izadory Weiss. Po znakomitym przyjęciu spektaklu BTT „Out” na scenie Teatru Wielkiego rok temu, ten kolejny sukces w Poznaniu z najnowszą premierą „Czekając na..” był potwierdzeniem wysokiej klasy naszych tancerzy i ich szefowej. Radości nie zmąciła nawet jedna z recenzentek, która traktując dosłownie aluzję tytułu do słynnej sztuki Becketta dopytywała się, gdzież tu Godot. Na szczęście większość domyśliła się, że nie o Godocie rzecz się toczy i dała się ponieść wzruszeniom, bez których teatr nie ma sensu. „Święto wiosny” w drugiej części wieczoru wzbudziło, jak zawsze, gwałtowne emocje od nieufnych i lękowych po pełne zachwytu. Ten spektakl wywołał i w Warszawie i w Gdańsku burzliwe dyskusje o granice brutalności na scenie i sens ukazywania przemocy męskiej w erotycznych zmaganiach aż w takiej potężnej dawce . Izadora Weiss poświęciła jednak ten spektakl kobietom dręczonym wciąż na całym świecie przy cichej zgodzie społecznej na odwieczną przemoc i nie miała żadnych wątpliwości, że dzieło Strawińskiego jest wspaniałym nośnikiem do wyrażenia protestu w tej sprawie. Przeciwnicy tej interpretacji określają spektakl terminem „feministyczny”, który w naszym ubogim intelektualnie dyskursie o roli kobiet w Polsce, brzmi pogardliwie. Ale ani termin nie jest przecież tak naprawdę pejoratywny, ani spektakl BTT nie jest feministyczny, jeśli się go ogląda uważnie. A jeśli już o przeciwnikach mowa, to chciałbym skorzystać z okazji i pewnego poznańskiego choreografa, który za plecami opluwa nas z determinacją niegodną artysty, zapewnić, że Izadora Weiss tworzy swoje spektakle samodzielnie od scenariusza i doboru muzyki aż do pokazania każdego ruchu w jej choreografii każdemu z tancerzy po wielekroć. Nie tylko nie pomagam jej koncepcyjnie, jak to, kolego, rozgłaszasz, ale często sam słucham jej mądrych rad dotyczących moich własnych inscenizacji. Możesz mi wierzyć, albo nie – twoja sprawa, ale ludzie, którzy z nią pracują wiedzą najlepiej, jak jest i łatwo to u nich sprawdzić.


Zaszufladkowany do