<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Opera Blog</title>
	<atom:link href="http://www.operabaltycka.pl/blog/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.operabaltycka.pl/blog</link>
	<description>Opera Blog</description>
	<lastBuildDate>Thu, 03 May 2012 18:12:29 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.5</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Koncert Pokoju</title>
		<link>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/05/03/koncert-pokoju/</link>
		<comments>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/05/03/koncert-pokoju/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 03 May 2012 18:12:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Weiss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opera bałtycka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.operabaltycka.pl/blog/?p=243</guid>
		<description><![CDATA[Moja rodzina pochodzi z Drezna. Tamtejsi Weissowie szczycą się, że ich protoplastą był kompozytor Leopold Weiss, serdeczny przyjaciel Jana Sebastiana Bacha. Mój dziadek był dyrektorem kolei w Gdańsku i mieszkał w Oliwie obok dzisiejszej siedziby Wałęsów. Jego dzieci, w tym moja matka, walczyły w Powstaniu Warszawskim w szeregach AK. Mój ojciec walczył pod Monte Cassino [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm"><span style="font-size: medium;">Moja rodzina pochodzi z Drezna. Tamtejsi Weissowie szczycą się, że ich protoplastą był kompozytor Leopold Weiss, serdeczny przyjaciel Jana Sebastiana Bacha. Mój dziadek był dyrektorem kolei w Gdańsku i mieszkał w Oliwie obok dzisiejszej siedziby Wałęsów. Jego dzieci, w tym moja matka, walczyły w Powstaniu Warszawskim w szeregach AK. Mój ojciec walczył pod Monte Cassino w armii Andersa i po wojnie osiadł na Śląsku, ale jego stryj był jednym z szefów policji w Berlinie przed dojściem Hitlera do władzy. Mój ukochany wujek ze Śląska był w obozie w Mauthausen, a potem w Oświęcimiu. Jego ojciec zginął rozstrzelany w Katyniu. Tak wygląda większość naszych życiorysów. Kraj przez który przewalały się wojny, obce wojska, grabieżcy i okupanci jest dzisiaj wolny i bezpieczny. Teraz na widowni Opery Bałtyckiej siedzi garstka ludzi, którym to zawdzięczamy. Gramy dla nich uroczysty koncert z okazji Święta 3go Maja. Gramy pod dachem, gdzie za czasów okupacji nie mogło paść słowo po polsku. Nasi dzisiejsi goście własną krwią wywalczyli, żeby polskie słowa i polska muzyka były tu obecne. My, ich dzieci, wraz z nimi, wywalczyliśmy, żeby Polska stała się częścią Europy i nad grobami naszych bliskich podała rękę dawnym wrogom, by budować nową rzeczywistość tego nieszczęsnego kontynentu, gdzie tak trudno znaleźć obok siebie dwa narody, których nie dzieliłaby wzajemna nienawiść. Jak żyć teraz w takiej wielkiej rodzinie po przejściach w zgodzie i harmonii?  Wybaczyć i zapomnieć? Nie jest to proste, ani łatwe, ale jednak wciąż zadajemy sobie pytanie jak tego dokonać. Może nasza odpowiedź, którą przekazujemy w tym Koncercie Pokoju ma jakiś sens? Śpiewamy na tej scenie Halkę po polsku, ale Czarodziejski Flet po niemiecku, a Oniegina po rosyjsku, bo w takich językach te opery zostały skomponowane i przetłumaczenie ich rujnuje muzykę i treść. Wiemy że Mozart i Wagner nie mają nic wspólnego z Hitlerem i jego zbrodniarzami. Język niemiecki nie może być sygnałem do budzenia nienawiści. Niby oczywiste i powszechne, ale tu na tej sali podczas szczególnego koncertu dla kombatantów ta deklaracja ma swój niezwykły wydźwięk. Chcemy ofiarować naszym gościom najpiękniejszą muzykę na świecie. Jesteśmy w przededniu spektakli „Czarodziejskiego Fletu” pod dyrekcją znakomitego Łukasza Borowicza. Odważyłem się, żeby koncertowe wykonanie tej opery włączyć do programu z okazji Święta Majowego. Posłuchajmy tej muzyki razem z naszą muzyką narodową i pieśniami patriotycznymi. Niech to, co najlepsze w duszy polskiej i w duszy niemieckiej zabrzmi, drodzy goście, w waszych sercach razem. Tak jak od dawna musieliśmy żyć na tej ziemi razem i do tej pory to się nie udawało. Ale teraz? Czy nie zaistniała szansa, że jednak to jest możliwe? Wspólna Europa! Czy to nie jest piękne marzenie, które w końcu się ziści? Czy nie jest warte cierpliwości i wysiłku? Czy Święto jednego z najpiękniejszych dokumentów jaki powstał w Europie &#8211;  naszej Konstytucji, nie jest warte, by to zamanifestować? „Czarodziejski Flet” to przecież arcydzieło o osiągnięciu boskiej harmonii właśnie dzięki muzyce.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/05/03/koncert-pokoju/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Piłka ponad wszystko</title>
		<link>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/04/18/pilka-ponad-wszystko/</link>
		<comments>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/04/18/pilka-ponad-wszystko/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Apr 2012 14:13:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Weiss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opera bałtycka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.operabaltycka.pl/blog/?p=240</guid>
		<description><![CDATA[W „Carmen” &#8211; najnowszej premierze Opery Bałtyckiej pierwszą sceną jest kopanie piłki przez grupkę wałkoni. Złośliwi uznają to za podlizywanie się kibicom na fali totalnego podlizywania się od premiera po przedszkolanki tej większości narodowej. Ale Ci, którzy uważnie obserwują moje kolejne spektakle i przekonali się, że nic w nich nie dzieje się przypadkiem, dostrzegą gorzką [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W „Carmen” &#8211; najnowszej premierze Opery Bałtyckiej pierwszą sceną jest kopanie piłki przez grupkę wałkoni. Złośliwi uznają to za podlizywanie się kibicom na fali totalnego podlizywania się od premiera po przedszkolanki tej większości narodowej. Ale Ci, którzy uważnie obserwują moje kolejne spektakle i przekonali się, że nic w nich nie dzieje się przypadkiem, dostrzegą gorzką ironię twórcy, któremu przyszło żyć w czasach kultu piłki, o jakim nie śniło się rzymskim woźnicom w zamierzchłych czasach ani lekkoatletom, ani złotkom siatkarskim, ani kolarzom w Wyścigach Pokoju, ani narciarzowi witanemu krzykami „Małysz na prezydenta!” Ilość fanatyków piłki nożnej przekroczyła masę krytyczną, co pokazuje jedna z ostatnich apokaliptycznych reklam popularnego napoju. Ktoś mógłby powiedzieć, że pisanie o tym, to próba zawrócenia kijem Wisły i że szkoda czasu i atłasu na lamentowanie w tej sprawie. A jednak zmusiło mnie do tej wypowiedzi biuro Teatrów Warszawskich u boku światłej skądinąd Pani Prezydent Stolicy, które odjęło piszczącym z biedy scenom warszawskim podobno dziesięć milionów i oddało je walkowerem na strefę kibica z okazji plagi Euro. Oby to była tylko zjadliwa plotka medialna! Bo jeśli to prawda, to ktoś, kto podpisał się pod taką decyzją powinien w smole i w pierzu chodzić po ulicach miasta w godzinach pracy zamiast siedzieć za swoim zhańbionym tym podpisem biurkiem. Rozumiemy, że kibice, którzy nie dostaną się na mecze, to poważny problem społeczny i trzeba im zagwarantować choćby namiastkę igrzysk pod telebimem wśród kiełbasek i piwa. Ale przecież teatry to też igrzyska i gdyby w ich mizerny żywot zainwestować trochę więcej, to i one może przyciągnęłyby falę gości, wśród których jest z pewnością jakiś promil wrażliwej i mądrej młodzieży. Może festiwal sztuk poświęconych problemom współczesnych walk plemiennych, których spadkobiercami stały się wojownicze kluby piłkarskie, skierowałyby uwagę kibiców na tory auto-świadomości i dały im szansę przeżycia katharsis? Język popkultury od dawna funkcjonuje z powodzeniem na scenach poważnych i opowiada się nim historie prawdziwe i przejmujące. Łączeniem tego języka z tradycją i wartościami zawartymi w arcydziełach od dawna zajmuje się grupa wybitnych twórców teatru w Polsce. To nie tylko walka o przyciągnięcie nowego widza, który żadnego innego języka nie rozumie. To również próba zrozumienia przy pomocy popkulturowych gadżetów tego, co się z naszą współczesnością i nami stało. Jak daleko zaszło zepchnięcie wszystkiego, co nie jest popkulturą do muzeów i placówek, gdzie artystów zastąpili archiwariusze i konserwatorzy sztuki. Te pytania są często bolesne i generują gorzkie odpowiedzi. Ale będziemy je zadawać coraz bardziej dramatycznie, bo agonia starych form języka, muzyki i teatru trwa i angażuje wciąż nowych ratowników. Biura teatrów czy to w Warszawie, czy w Gdańsku, czy w innych kwitnących miastach naszej Zielonej Wyspy dumnej, że jeden procent jej budżetu został przeznaczony na kulturę, mają obowiązek stać na czele tej akcji ratunkowej i wytężać koncept i środki, żeby zrównoważyć falę dziczejącej przed masowymi mediami młodzieży. Właśnie teatry dają szansę na utrzymanie w jej gronie garstki apostołów poezji. A wśród teatrów właśnie opera jest takim miejscem, gdzie poezja ma największą moc czynienia cudów. Więc ratujcie młode dusze i nie zabierajcie teatrom pieniędzy na strefy kibica, bo piłka nie jest dobrem narodowym!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/04/18/pilka-ponad-wszystko/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dożynanie Warszawskiej Opery Kameralnej</title>
		<link>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/03/27/dozynanie-warszawskiej-opery-kameralnej/</link>
		<comments>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/03/27/dozynanie-warszawskiej-opery-kameralnej/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Mar 2012 21:34:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Weiss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opera bałtycka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.operabaltycka.pl/blog/?p=236</guid>
		<description><![CDATA[Prawie wszystkim instytucjom artystycznym w Polsce obcięto w tym roku dotacje. Powoływano się na kryzys, oszczędności, restrukturyzację wydatków na kulturę itd. Jednocześnie premier Tusk ogłosił, że po raz pierwszy wydatki na kulturę osiągną w tym roku postulowany od dawna jeden procent budżetu państwa. Pisałem już o tym, że nie potrafię zrozumieć tego paradoksu. Faktem jest, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm"><span style="font-size: medium;">Prawie wszystkim instytucjom artystycznym w Polsce obcięto w tym roku dotacje. Powoływano się na kryzys, oszczędności, restrukturyzację wydatków na kulturę itd. Jednocześnie premier Tusk ogłosił, że po raz pierwszy wydatki na kulturę osiągną w tym roku postulowany od dawna jeden procent budżetu państwa. Pisałem już o tym, że nie potrafię zrozumieć tego paradoksu. Faktem jest, że i Ministerstwo Kultury i Urzędy Marszałkowskie tną budżety teatrów jak kraj długi i szeroki. Wiąże się to z ogólnym upadkiem kultury w gwałtownie materializującym się narodzie i powszechnym brakiem zrozumienia przepastnej różnicy pomiędzy rosnącą w siłę popkulturą opanowaną przez bufonów, celebrytów i amatorów a sztuką wysoką spychaną na margines społeczeństwa do nisz o niskiej oglądalności. Profesjonalni artyści bronią się jak mogą i robią swoje w myśl wezwania Młynarskiego, ale niektóre akty wandalizmu wobec zasłużonych placówek artystycznych przekraczają granice odporności na ciosy i wpędzają w rozpacz. Tak stało się ostatnio w Warszawie, gdzie w trakcie sezonu, który w poważnych teatrach planuje się starannie na co najmniej rok do przodu, powiadomiono dyrektora Sutkowskiego, że nastąpią kolejne cięcia w dotacji i będzie ona mniejsza o jedna czwartą od planowanej. Znaczy to, że Opera Kameralna nie tylko nie może zapewnić kolejnej edycji Festiwalu Mozartowskiego, który jest chlubą na skalę światową naszego środowiska muzycznego i jedną z najważniejszych wizytówek Warszawy, ale raczej w ogóle nie zagra żadnego spektaklu, a środków na utrzymanie zespołu i gmachu nie wystarczy do końca roku. Jednocześnie wydaje się setki tysięcy z budżetu centralnego, wojewódzkiego i miejskiego na przeróżne dyrdymały organizowane pod chwytliwymi hasłami punktowanymi wysoko na listach grantów przez wzgląd na ich rzekomą nowoczesność i medialną popularność. Hańba urzędnikom, którzy będąc odpowiedzialnymi za rozdawnictwo publicznych pieniędzy nie potrafią odróżnić ziarna od plew i kierują się zasadą, że kto głośniej wrzeszczy „dajcie forsy!” ten z pewnością musi być większym artystą. Stefan Sutkowski nie tylko nie należy do wrzaskliwych celebrytów, ale nawet do tych, którzy uważają, że muzyka Mozarta powinna mieć jakiś „piar”, bo inaczej się nie przebije na rynku. Jest przekonany o niepodważalnej hierarchii wartości, wśród których Mozart i jego opery znajdują się od zawsze na szczycie, a Warszawska Opera Kameralna pełni misję prezentowania ich kolejnym pokoleniom. Jeśli ktoś tego nie rozumie i żąda argumentów, dlaczego tak być musi, Stefan Sutkowski może mu tylko okazać serdeczne współczucie z powodu ubogiego życia duchowego. Ta powściągliwość dyrektora w promowaniu swoich zasług i imponującego dorobku powinna jednak wywołać jakiś ruch społeczny w jego obronie. Nie będzie to z pewnością tak powszechny protest, jak w sprawie darmowego ściągania z internetu, ale zawsze parę głosów może wzbudzić chwilę refleksji w gronie decydentów, że może jednak kosztowna i kunsztowna kameralna opera jest bardziej potrzebna społeczeństwu niż kolejny masowy program łupu-cupu z puszczaniem ogni bengalskich i podrygami bohaterów telewizyjnych turniejów tańca. Opamiętajcie się szanowni decydenci, bo w przeciwnym razie dzieci wasze wychowane bez Mozarta będą pośmiewiskiem Europy! </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/03/27/dozynanie-warszawskiej-opery-kameralnej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Casting</title>
		<link>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/03/19/casting/</link>
		<comments>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/03/19/casting/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Mar 2012 18:49:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Weiss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opera bałtycka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.operabaltycka.pl/blog/?p=234</guid>
		<description><![CDATA[Jak co roku odbył się casting do Bałtyckiego Teatru Tańca. We wszystkich tego typu zespołach na świecie uzupełnia się w ten sposób braki i poszukuje nowych tancerzy, bo w tym zawodzie skład grupy wykrusza się jak w sporcie wyczynowym. Niektórzy odpadają z powodu kontuzji, inni nie dają sobie rady z coraz trudniejszymi zadaniami jeszcze inni [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm"><span style="font-size: medium;">Jak co roku odbył się casting do Bałtyckiego Teatru Tańca. We wszystkich tego typu zespołach na świecie uzupełnia się w ten sposób braki i poszukuje nowych tancerzy, bo w tym zawodzie skład grupy wykrusza się jak w sporcie wyczynowym. Niektórzy odpadają z powodu kontuzji, inni nie dają sobie rady z coraz trudniejszymi zadaniami jeszcze inni po prostu się starzeją. Są i tacy, co szukają szczęścia w bogatszych teatrach w wielkim świecie. Tak jest wszędzie tam, gdzie istnieje postęp i rozwój artystyczny. Tak jest w BTT. Mylą się anonimowe plujki internetowe, że ktoś odszedł, bo miał dosyć współpracy z nami. Wręcz odwrotnie. Niektórzy tak bardzo nie chcą odchodzić, że walczą o to na sali sądowej. Mylą się też anonimowi stróże publicznych pieniędzy, że wydajemy je na castingi &#8211; niepotrzebne, skoro mamy fajnych pracowników na miejscu. Otóż tancerze zgłaszający się do nas sami kupują sobie bilety i wynajmują hotele, żeby tylko stawić się na czas na naszej sali baletowej. Nie wydajemy na nich nawet złotówki. A stawiło się w tym roku, w przeciwieństwie do chudych lat poprzednich, ponad sto osób z całego świata z Japonią i Australią włącznie. Jest wśród nich również sporo tegorocznych absolwentów szkół baletowych z Polski. Pytani o to, dlaczego przyjechali akurat do Gdańska odpowiadają tak samo – słyszeli o BTT, którego sława szybko rozchodzi się po świecie i każdy z nich sprawdził nas w internecie, a po obejrzeniu naszych stron, gdzie widać wyraźnie i dorobek i plany na przyszłość, zdecydowali się na podróż do wciąż niedostępnego komunikacyjnie Gdańska. Mamy dla nich tylko pięć miejsc w tym roku, więc wybór jest bardzo trudny i dlatego trwało to aż trzy dni, żeby sprawdzić możliwości, kwalifikacje i talent każdego z nich. Wielu odchodzi rozżalonych, ale większość już na castingu widzi, że wymagania stawiane naszym tancerzom są bardzo wysokie. Ci najlepsi, szczególnie z dalekich zakątków świata, mają już i za, i przed sobą castingi w innych teatrach Europy. Bardzo ważne jest dla nas, by mieć pewność, że skoro ich wybierzemy, to i oni wybiorą nas. Dlatego tak ważnym etapem naszego castingu była później obecność naszych gości na wieczornych spektaklach Izadory Weiss „Czekając na&#8230;” i „Święta Wiosny”. Byliśmy dumni, że wychodzili z nich wzruszeni i zachwyceni. Deklarowali gotowość podjęcia u nas pracy od zaraz. Nie chcieli już szukać dalej innej oferty. Wszyscy wybrani przez nas pragnęli zostać już z naszymi cudownymi tancerzami, ich charyzmatyczną szefową i atmosferą teatru, gdzie każdy może się poczuć jak w domu, wśród przyjaciół pochłoniętych pasją uprawiania tańca, jako najwyższej formy sztuki wywołującej wraz z muzyką wzruszenia nieporównywalne z innymi formami. Pensja, jaką możemy im zaproponować lekko ich konfuduje, zwłaszcza Japończyków, kiedy przeliczą złotówki na euro, a te na jeny. Musimy im dodatkowo uprzytomnić jakie tu są ceny i ile wydadzą na życie. Wtedy już spokojnie myślą tylko o argumentach artystycznych, a te są nie do podważenia. Tym bardziej, jeśli ktoś podróżował po świecie i niejedną choreografię widział. Kanadyjka z Lozanny tańczyła tam w „Święcie Wiosny” Bejarta. Po obejrzeniu naszego była tak zachwycona, że postanowiła już do Lozanny nie wracać. O ileż byłoby nam łatwiej przekonać naszych lokalnych zajadłych oponentów, gdyby mieli właśnie trochę większą skalę porównawczą, tak jak te dziesiątki tancerzy z całego świata. </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/03/19/casting/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sztuka genitalna</title>
		<link>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/23/sztuka-genitalna/</link>
		<comments>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/23/sztuka-genitalna/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 22 Feb 2012 23:57:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Weiss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opera bałtycka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.operabaltycka.pl/blog/?p=232</guid>
		<description><![CDATA[Najpierw muszę zastrzec, że całym swoim życiem i twórczością wspieram przekonanie, że sztuka jest wołaniem o wolność osoby ludzkiej wiecznie wplątywanej w sieć społecznych zakazów, konwenansów, religijnych bzdur i politycznych opresji. Wolność wypowiedzi artystycznej jest fundamentem jej powagi i prawdziwości. A więc zero cenzury i dydaktyki, zero narzucania artyście powszechnej moralności i gustów! Starałem się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm; font-weight: normal"><span style="font-size: medium;">Najpierw muszę zastrzec, że całym swoim życiem i twórczością wspieram przekonanie, że sztuka jest wołaniem o wolność osoby ludzkiej wiecznie wplątywanej w sieć społecznych zakazów, konwenansów, religijnych bzdur i politycznych opresji. Wolność wypowiedzi artystycznej jest fundamentem jej powagi i prawdziwości. A więc zero cenzury i dydaktyki, zero narzucania artyście powszechnej moralności i gustów! Starałem się być wierny temu przekonaniu.  Chociaż, jak każdy twórca, co i raz byłem ograniczany, przymuszany, czy wreszcie kuszony, żeby powiedzieć coś, z czym nie do końca się utożsamiałem, to jednak mam poczucie, że służyłem bogini wolności wytrwale i skutecznie, jako jedna z mrówek transformacji ustrojowej i obyczajowej. W tej drugiej należę podobno do ścisłej awangardy. Dopiero po tej deklaracji mogę zabrać głos w sprawie, która ostatnio budzi mój metafizyczny niepokój. Otóż obserwuję jak coraz częściej przedmiotem artystycznej ekspresji, centralnym punktem humanizmu współczesnego, obiektem badań i medytacji stają się poczciwe genitalia. Ich obraz, jakże komiczny przecież, pojawia się w ikonografii naszych czasów jako coś odważnego, poruszającego sumienia, symbolizującego kondycję człowieka i jego zmagania z losem. Rozumiałbym, gdyby ta problematyka fascynowała głównie dziewice i prawiczków, którzy z reguły przeceniają znaczenie genitaliów i ich wpływ na duszę ludzką. Ale widzę, że i twórcy bardziej obeznani z banałem anatomii i fizjologii popadają w uzależnienie od płciowego fundamentalizmu. Piętno, jakie wywiera powszechnie dostępna pornografia internetowa z pewnością nie jest tu bez znaczenia. Społeczna akceptacja niewierności małżeńskiej i nietrwałości rodziny też robi swoje. Ale te dramatyczne zjawiska nie są jeszcze powodem, by genitalia właśnie stały się ich głównymi bohaterami! W ramach powszechnej tolerancji uznajemy za rzecz normalną, to, co do niedawna było odstępstwem od normy, przyznajemy stopniowo równe prawa dla cnoty i niecnoty, czy prostytucji, która przecież ma tyle na swoje usprawiedliwienie, że wkrótce stanie się pracą jak każda inna i będzie domagała się związkowej ochrony i społecznego szacunku. Kult falliczny niektórych środowisk wywarł na sztukę istotny wpływ, ale jako żywo nie znaczy to, że fallus magicznie przeistoczy się w coś innego, niż jest. Eksponowanie jego wizerunku w nadziei, że to pomoże ludzkości wyzwolić się z okowów wstydu i cierpień, jakie złożyły się na mit grzechu pierworodnego jest złudzeniem zdemaskowanym już dawno w historii kultury. A tu wciąż nowe zastępy brawurowych artystów wyważają otwarte drzwi objawiając nowinę, że człowiek pragnie orgazmu ponad wszystko. Człowiek jako istota zwierzęca i genitalna pewnie tak, ale radosną nowiną godną głoszenia przez sztukę jest wciąż to, że człowiek z fascynujących powodów zapragnął przezwyciężyć zwierzę w sobie i nałożył gacie  na genitalia, a ględzenie o nich i pokazywanie ich wszem i wobec uznał za niegodne. I nie jest tak, jak głosi podstępna reklama modnego filmu, że każda kobieta marzy o kurewskiej przygodzie, a każdy mężczyzna pragnie z takiej przygody skorzystać, by zaspokoić ciemne fantazje. Dla większości takie praktyki są żenujące nie z powodu hipokryzji czy zacofania, tylko przekonania, że prawdziwy orgazm przeżywamy w miłości. O tym są wielkie dzieła sztuki. </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/23/sztuka-genitalna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O sponsorach raz jeszcze</title>
		<link>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/11/o-sponsorach-raz-jeszcze/</link>
		<comments>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/11/o-sponsorach-raz-jeszcze/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Feb 2012 12:37:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Weiss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opera bałtycka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.operabaltycka.pl/blog/?p=230</guid>
		<description><![CDATA[W związku z licznymi pytaniami o sponsorów i źródła finansowania powtarzam jeszcze raz swoje tezy sprzed roku w tej sprawie. Opera Bałtycka jest w całości finansowana przez Samorząd Województwa Pomorskiego. Trąbimy o tym przy każdej okazji, nie tylko z gorliwością wdzięcznych artystów, ale też z powagą świadomości jak wygląda struktura systemu kultury w naszym kraju. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W związku z licznymi pytaniami o sponsorów i źródła finansowania powtarzam jeszcze raz swoje tezy sprzed roku w tej sprawie. Opera Bałtycka jest w całości finansowana przez Samorząd Województwa Pomorskiego. Trąbimy o tym przy każdej okazji, nie tylko z gorliwością wdzięcznych artystów, ale też z powagą świadomości jak wygląda struktura systemu kultury w naszym kraju. Demokracja i wolny rynek, które są naszą zdobyczą i umiłowaną rzeczywistością nie mogą nam przesłonić tej prostej i niezmiennej prawdy, że kosztowne instytucje artystyczne nie utrzymają się same i tak jak szkolnictwo, powszechna służba zdrowia, wojsko i policja oraz mnóstwo innych „organów” niezbędnych dla życia narodu w jego  własnym państwie, muszą być utrzymywane z naszych podatków,  sprawiedliwie dzielonych przez mądrych urzędników. Na pierwszy rzut oka opera może się wydać mniej potrzebna niż szpital, czy przedszkole, ale jeśli ktoś spojrzy na system społeczny jako całość i zrozumie jego hierarchiczną budowę o kształcie piramidy, to zgodzi się, że na jej wierzchołku nie może znaleźć się przedszkole ani szpital. To właśnie teatry, sale koncertowe, muzea i biblioteki tworzą to zwieńczenie inspirujące nieustanny ruch ku górze w każdej warstwie społeczeństwa. Opera jest zwieńczeniem gmachu kultury i jak na razie mimo warczenia głuchych na muzykę ignorantów nic nie wskazuje, by miały ją zastąpić festiwale projekcji multimedialnych,  turnieje towarzyskiego tańca, czy łomoczących w kółko te same akordy zastępów szarpidrutów. Wciąż jest tak, że to w operze będziemy się spotykać w najbardziej uroczystym nastroju i tam doznawać największych wzruszeń. Nie dyskutujmy więc, czy nie dałoby się upchnąć tej kosztownej działalności pod skrzydła bliżej nieokreślonych darczyńców, którzy nigdy, powtarzam nigdy nie wezmą na siebie odpowiedzialności za stabilne życie tak skomplikowanej instytucji jaką jest opera.<br />
Oczywiście, że wsparcie finansowe ze strony możnych melomanów i firm doceniających splendor, jaki z tego dla nich płynie jest bezcenny. Niewielkie sumy jakie mogą przeznaczyć na takie wsparcie wystarczą na honorarium jednego wybitnego śpiewaka, ale dobre i to. Tu śpiewak, tam śpiewak i dzięki sponsorom możemy mieć nawet cały kwartet. Niech jednak nikt nie bredzi o tym, że takie wsparcie byłoby sposobem na utrzymanie gmachów, etatów, ubezpieczeń, produkcji dekoracji, promocji, elektryczności i setki innych wydatków, które codziennie ponosi teatr. Duże firmy, które nawet w swoich statutach mają wpisane wspieranie kultury, zawsze wolą zaliczyć do tej enigmatycznej dziedziny kopanie piłki, czy młóckę na ringu, bo tam każda wydana złotówka jest oglądana przez tysiące wdzięcznych kibiców, a nie tak jak w naszej Bałtyckiej przez cztery i pół setki osób.<br />
Tak więc pewnie jeszcze długo na Wybrzeżu będzie istniała opera tylko dzięki mądrości i dalekowzroczności radnych, którzy rozumieją, że nowy szpital i przedszkole nie zastąpią ulotnych wzruszeń tej garstki społecznej, która nas odwiedza. Wspiera nas czasami Ministerstwo Kultury umieszczając na swojej gigantycznej krajowej liście potrzebujących niektóre nasze projekty, oraz miasto Gdańsk, którego Prezydent ma świadomość jaki jest nasz adres i jakie dla miasta płyną z tego korzyści. Ale to naprawdę kropla w morzu. Jesteśmy instytucją samorządu wojewódzkiego i nie narzekamy na to. Chcemy tylko, żeby to było wszystkim wiadome bez żadnych złudzeń.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/11/o-sponsorach-raz-jeszcze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Verdi na Kaszubach</title>
		<link>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/07/verdi-na-kaszubach/</link>
		<comments>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/07/verdi-na-kaszubach/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 17:37:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Weiss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opera bałtycka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.operabaltycka.pl/blog/?p=228</guid>
		<description><![CDATA[Pierwsze trzy lata poświęciliśmy na wprowadzenie do repertuaru tryptyku Mozarta, jako fundamentu teatru operowego. W tym sezonie pozostał z tego tylko „Czarodziejski Flet”, czyli realizacja najbardziej dopracowana muzycznie, śpiewana przez znakomitą obsadę i najciekawiej pokazana jako teatr współczesny. Ale zalet całego tryptyku nie sposób przecenić. Ukształtował się dzięki niemu stały zespół solistów współpracujących z nami [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pierwsze trzy lata poświęciliśmy na wprowadzenie do repertuaru tryptyku Mozarta, jako fundamentu teatru operowego. W tym sezonie pozostał z tego tylko „Czarodziejski Flet”, czyli realizacja najbardziej dopracowana muzycznie, śpiewana przez znakomitą obsadę i najciekawiej pokazana jako teatr współczesny. Ale zalet całego tryptyku nie sposób przecenić. Ukształtował się dzięki niemu stały zespół solistów współpracujących z nami kosztem zajęć w swoich macierzystych teatrach. Ustaliła się renoma artystyczna naszej sceny i przekonanie, że do nas warto przyjeżdżać śpiewać, bo tu każdy spektakl jest jak premiera. Ukształtowała się również dzięki Mozartowi nasza publiczność rozmiłowana w pięknej muzyce i wrażliwa na teatralną prawdę. Dzięki temu mogliśmy potem realizować dla niej Brittena,Straussa, Czajkowskiego i Sikorę. Ale przede wszystkim dzięki Mozartowi stało się możliwe zaprezentowanie oper króla Verdiego, który grany i wystawiany byle jak może łatwo stać się parodystą gatunku i straszyć każdego w miarę wrażliwego odbiorcę. Kiedy jednak gramy go mając w pamięci Mozarta, Brittena i Straussa, a wystawiamy wierni teatrowi współczesnemu, dzieła Verdiego, jak nikogo innego, potrafią nas wzruszyć i wstrząsnąć naszymi sumieniami dzięki jego osobistej prawości i ufności w wielkość człowieka, a przede wszystkim dzięki muzyce, która jest samą esencją operowego gatunku. Nasz tryptyk jego dzieł cieszy się niezmienną popularnością. Staramy się zapraszać do wykonania jego oper najlepszych dyrygentów i solistów, na jakich nas stać. Niedawno prowadził „Traviatę” wspaniały maestro Guidarini, a dzisiaj po raz kolejny staje przy pulpicie z partyturą „Makbeta” jeden z asów polskiej dyrygentury Tadeusz Wojciechowski. Na dwóch poprzednich spektaklach można było zaobserwować wielkie skupienie widowni i napięcie, by nie uronić żadnego dźwięku. „Nie klaszczą po ariach” dziwił się jeden z gwiazdorów. „ To nieufna i powściągliwa publiczność. Ale wyżej cenią teatr i ciągłość jego dramaturgii, niż idiotyczny snobizm wielkich sal operowych, gdzie preferuje się wokalnych cyrkowców zamiast aktorów – uspokoiłem go w przerwie – nagrodzą ci to przy końcowych ukłonach” I tak się stało. „Piękna jest Szwajcaria Kaszubska i piękny jest Kaszubski Verdi” powiedział szczęśliwy gwiazdor po spektaklu, a dla mnie był to jeden z najwspanialszych komplementów dla  naszej Opery Bałtyckiej, bo przecież mimo, że jest biednym teatrem operowym nad zimnymi, północnymi wodami, to dumę i serce ma tak gorące, że Verdi grany tutaj odzyskuje swoją królewską godność.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/07/verdi-na-kaszubach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bałtycka w blokach</title>
		<link>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/05/baltycka-w-blokach/</link>
		<comments>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/05/baltycka-w-blokach/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Feb 2012 16:04:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Weiss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opera bałtycka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.operabaltycka.pl/blog/?p=224</guid>
		<description><![CDATA[Moja walka z żałosnym teatrem repertuarowym, gdzie każdego dnia gra się inny tytuł bez należnych prób, przygotowań, byle jak, aby się odbyło, przynosi miłe dla ucha i oka rezultaty. Granie blokami po kilka spektakli z odpowiednią wcześniej ilością prób, z przygotowaniami technicznymi, z jedną obsadą umówioną na wiele miesięcy wcześniej z najlepszymi do każdej roli [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Moja walka z żałosnym teatrem repertuarowym, gdzie każdego dnia gra się inny tytuł bez należnych prób, przygotowań, byle jak, aby się odbyło, przynosi miłe dla ucha i oka rezultaty. Granie blokami po kilka spektakli z odpowiednią wcześniej ilością prób, z przygotowaniami technicznymi, z jedną obsadą umówioną na wiele miesięcy wcześniej z najlepszymi do każdej roli solistami sprawia, że poziom artystyczny naszych spektakli jest stabilny i nie odbiega od premiery, a niekiedy wznosi się wyżej, bo każdy następny blok staramy się oczyszczać z wcześniejszych błędów. Nasza wdzięczna za taki stan rzeczy publiczność zaakceptowała nie tylko ten system, ale i utrudnienie, które polega na wcześniejszej rezerwacji biletów, jeśli się chce jakiś konkretny tytuł wysłuchać i zobaczyć. Dzięki temu tylko w Bałtyckiej jest możliwy taki luksus artystyczny, że gramy zawsze cztery, pięć spektakli pod rząd przy zadowalającej frekwencji, mimo, ze często są to tytuły z ambitnego, nie zawsze popularnego repertuaru. W innych miastach już na drugim spektaklu z rzędu grożą puchy. Kierownicy biur widowni bronią się tam jak mogą przed marzeniami dyektorów artystycznych. Moje apodyktyczne rządy zdławiły opozycję sprzedawców biletów i okazało się, że można grać seriami i ten mit, że tylko garstka lokalnych melomanów chodzi w każdej metropolii do opery okazał się mocno przesadzony. Nie gramy operetek i porannych chałtur dla dzieci, co spora część widowni ma nam za złe nie zdając sobie sprawy, że to jedna z gwarancji jakości naszej sztuki. Bierzemy się za tytuły, które w krzewicielach kultury wywołują zwykle jęk „a kto na to pójdzie?” Bo większość myśli, że inni są głupsi, mniej wrażliwi, mniej wyrobieni i zasługują wyłącznie na rozrywkową papkę. Upieram się, że takich jak ja jest mnóstwo i jeśli coś podoba się mnie i mnie wzrusza, to z pewnością nie jestem w tym odosobniony. Oczywiście, że nie mam szans zadowolić w Bałtyckiej wszystkich. Ale przecież nigdzie nie da się zadowolić wszystkich. Nie ma zresztą takiej potrzeby. Podaż kultury na Wybrzeżu kwitnie. Jest mnóstwo różnorodnych ofert. Ważne, żeby większość z nich była jak najlepszej jakości. W operze jedną z jej gwarancji są bloki. Ich sens zależy od zaufania widza, że warto kupić bilet z dużym wyprzedzeniem. I tak koło wzajemnych relacji się zamyka. W ich łańcuchu niebagatelnym ogniwem jest stabilny budżet, który pozwala planować również z dużym wyprzedzeniem. Po czterech latach budowania nowego wizerunku Bałtyckiej już tylko ta troska niezmiennie spędza mi sen z oczu o czwartej nad ranem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/05/baltycka-w-blokach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szacunek dla klienta</title>
		<link>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/01/szacunek-dla-klienta/</link>
		<comments>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/01/szacunek-dla-klienta/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Feb 2012 20:48:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Weiss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opera bałtycka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.operabaltycka.pl/blog/?p=222</guid>
		<description><![CDATA[Fundamentem komunizmu i jego pochodnych była między innymi pogarda dla jednostki, dla samotnego obywatela stającego wobec potęgi państwa, partii, czy jakiejś instytucji szczycącej się hasłami służby dla ludzkości. Jednostka była zerem, więc jej sprawy i racje nie mogły stanowić żadnego argumentu wobec zadań ogólnych. Liberalizm i wolny rynek opierają się na własności prywatnej, czyli dobro [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Fundamentem komunizmu i jego pochodnych była między innymi pogarda dla jednostki, dla samotnego obywatela stającego wobec potęgi państwa, partii, czy jakiejś instytucji szczycącej się hasłami służby dla ludzkości. Jednostka była zerem, więc jej sprawy i racje nie mogły stanowić żadnego argumentu wobec zadań ogólnych. Liberalizm i wolny rynek opierają się na własności prywatnej, czyli dobro jednostki musi być podstawą wszelkiego działania wielkich struktur społecznych. Różnica prosta i oczywista. A jednak nie odczuwamy jej aż tak bardzo w naszym codziennym życiu. Przecież każdą ideę musi potem realizować pojedyncza osoba, grupa, czy skomplikowana organizacja. Wielkie firmy i korporacje wchodząc na rynek z reguły myślą o konkretnym odbiorcy i wykazują się dbałością o jego opinię. Każdy zadowolony odbiorca generuje innych odbiorców i tak ich ilość rośnie lawinowo aż do krytycznego momentu, w którym firma przynosi zyski bez względu na jakość swoich produktów. Wtedy część firm przestaje o tę jakość dbać i zajmuje się produkcją masową, czyli nikczemnie tandetną. Prędzej czy później dosięga je sprawiedliwy los i upadek, bo klient jest cierpliwy, ale do czasu. Mniejsza część firm zachowuje swój etos, jak na przykład pewien skandynawski koncern meblowy, i dba o odbiorców indywidualnych tak samo starannie, jak na początku działalności. Nasza wdzięczność sprawia wtedy, że właściciel takiej firmy staje na czele najbogatszych ludzi świata. Wszystkie te oczywiste prawdy obowiązują również teatry, a w tym Operę Bałtycką. Ze wszystkich sił staramy się w niej szanować klienta nie tylko w deklaracjach. Oznacza to codzienną walkę z pokusą kompromisu. Zawsze przecież można coś wykonać mniej starannie, łatwiej i taniej. Można zagrać byle co i byle jak bez większego ryzyka, że na ukłonach będzie cisza, albo buczenie. Nasza kochana publiczność jest bardzo łaskawa i pokorna. Wmówiono jej, że się nie zna i że sztuka ją przerasta. A przecież nawet niewyrobiony widz czuje wciskanie kitu. Przeważnie zdaje sobie sprawę, kiedy ma do czynienia z kompromisem jakościowym.  Bezkompromisowość artystyczna nie jest tylko fanaberią wąskiego grona maniaków, ale fundamentem rzetelnego porozumienia świata sztuki z jej odbiorcą. Bez niej wkraczamy na drogę oszustwa, z której nie ma odwrotu. To droga pogardy dla widza, pogardy dla pojedynczych klientów kupujących bilety w przekonaniu, że kupują sobie przepustkę do wzruszeń i ulgi, jaką daje oczyszczenie sumienia. To pogarda, jaką od pewnego czasu odczuwamy podróżując po Polsce koleją, załatwiając żywotne sprawy w ZUS-ie, czy oglądając publiczną telewizję. Zdarza mi się odczuć taką pogardę w niektórych teatrach. Wychodzę wtedy bez wahania nie czekając na przerwę. Mogę sobie na to pozwolić, bo z racji zawodu przeważnie korzystam z zaproszeń. Co jednak ma zrobić klient, który zapłacił za bilet? Nie kupi drugi raz? Nie pójdzie więcej do tego teatru? A może nie pójdzie już do żadnego, tylko wybierze kino? I tak gardząc klientem podcinamy gałąź na której siedzimy w przekonaniu, że nic nas nie ruszy, bo nikt nas nie zastąpi. My, artyści -  święte krowy społeczeństwa uważamy, że pogarda dla niewtajemniczonych prostaczków usprawiedliwia naszą indolencję i brak talentu. A sprawa ma się odwrotnie. Będziemy świętymi i czczonymi krowami pod warunkiem, że nie damy sobie żadnej taryfy ulgowej i będziemy traktować naszych klientów z najwyższym szacunkiem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/02/01/szacunek-dla-klienta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jakość starzenia się</title>
		<link>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/01/21/jakosc-starzenia-sie/</link>
		<comments>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/01/21/jakosc-starzenia-sie/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 21 Jan 2012 11:28:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Weiss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opera bałtycka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.operabaltycka.pl/blog/?p=220</guid>
		<description><![CDATA[Jakość starzenia się jest jednym z podstawowych składników wieńczących dorobek artystyczny wielkich twórców. To ona często decyduje, czy artysta przejdzie do potomności, czy zostanie w mrokach dziejów jako reprezentant doraźnego etapu w rozwoju sztuki. Jest skomplikowaną sumą wielu elementów. Składa się na nią zdrowie fizyczne i psychiczne, charakter, poziom życia, zasobność, doświadczenie, klimat i przyjaciele, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jakość starzenia się jest jednym z podstawowych składników wieńczących dorobek artystyczny wielkich twórców. To ona często decyduje, czy artysta przejdzie do potomności, czy zostanie w mrokach dziejów jako reprezentant doraźnego etapu w rozwoju sztuki. Jest skomplikowaną sumą wielu elementów. Składa się na nią zdrowie fizyczne i psychiczne, charakter, poziom życia, zasobność, doświadczenie, klimat i przyjaciele, sytuacja polityczna i stabilizacja seksualna danego osobnika. Rzecz w tym, że każdy przechodzi inaczej ten przykry proces jakim jest powolna, ale nieubłagana degradacja energii i skuteczności. Większość stara się to ukryć i rozpacza w samotności, ale niektórzy, nie mogąc pogodzić się z kurczącymi się możliwościami, zamęczają otoczenie demonstrowaniem swej niezniszczalności. Zasadniczym składnikiem jest również prawidłowa samoocena. Jeśli rzeczywiście jest w miarę obiektywna, to osobnik ma szansę na funkcjonowanie w środowisku artystów, z którymi przecież musi jakoś współpracować, w harmonii i wzajemnym przyzwoleniu na dozę szaleństwa, bez której sztuka jest blada. Zadanie trudne, bo płynąć trzeba pod prąd naturalnych odruchów. Często starzejący się artysta nie docenia swojej roli, ale biada jeśli ją przecenia i ma wieczne pretensje, że się go nie dość szanuje. Wystawia się na pośmiewisko reagując agresywnie na lekceważenie i protekcjonalne uwagi wobec jego nadzwyczajnej, we własnym mniemaniu, osoby. Jakież to niebezpieczne! Powstaje przecież coś w rodzaju sprzężenia zwrotnego. Im bardziej taki weteran (czy weteranka) okazuje swój gniew z powodu braku uznania, tym bardziej go wszyscy lekceważą i tak nakręca się spirala nieporozumień, która już niejednego wykończyła mistrza. Wiadomo, że do starości zwykle nam daleko, ale czy starzenie nie rozpoczyna  się wcześniej, niż nam się zdaje? Czy jego jakość nie jest uwarunkowana postawą jaką zajmiemy wobec pierwszych, bardzo wczesnych objawów? Dla jednego będzie to lekkie spowolnienie wypowiedzi, dla innego słabe widzenie po zmroku. Dla kobiety może być utrata pewności, że krótka spódniczka i szpilki są właściwym przebraniem na wypad z domu. Dla mężczyzny typu macho niepokój związany z zachwianiem proporcji pomiędzy kobietami ulegającymi i odmawiającymi. Bolesne zwiększanie się ilości tych drugich jest nie lada wyzwaniem dla intelektu i charakteru takiego osobnika. Dla innego konieczne staje się inwestowanie w barwiczki i tupeciki. Takich objawów można wymieniać setki. Są sygnałem, że trzeba zacząć uważać, czy w decyzjach artystycznych nie grozi nam utrata krytycyzmu. Im mniej pewności w życiu osobistym, tym większa apodyktyczność w sztuce. Iluż to starych mistrzów uległo pokusie nieomylności! A przecież nikt nie jest nieomylny. Nawet Domniemany Stwórca musi mieć świadomość licznych błędów, a co dopiero papież, przywódcy narodów, prorocy, sędziowie i mędrcy. Dlaczegóż by więc skromny artysta miał być nieomylny? Istotą sztuki są raczej zwątpienie i stawianie pytań, niż nieomylność i ferowanie wyroków. Dlatego śmieszą nas zacietrzewione autorytety, które nijak nie mogą się pogodzić, że różnorodność świata wymaga tolerancji i zaciekawienia, dlaczego ktoś tam myśli inaczej o oczywistych oczywistościach. Nawet jeśli to zaciekawienie czasami prowadzi na manowce, to i tak więcej dobrego przyniesie, niż wymuszanie wszelkimi sposobami „jedynie słusznego” sposobu myślenia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.operabaltycka.pl/blog/2012/01/21/jakosc-starzenia-sie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

