Fenomen Polańskiego

Opera Bałtycka odpoczywa. Ma przerwę urlopową. Jest chwila czasu na jakiś wakacyjny temat. Ale uprzedzam, że to nie będzie o Bałtyku i wylegiwaniu się na plaży. Zbyt jestem rozgoryczony tendencją przekształcania plaż Trójmiasta, a więc skarbu narodowego klasy Mariackiego kościoła, w jarmark zapchany budami z piwem, rzeźbami z piachu, namiotami dla chałturzących muzykantów i wszelkimi innymi uciechami dla gawiedzi, która nudzi się chwilą ciszy i okazją do autorefleksji. Wrzaskliwe imprezy, stosy puszek, butelek i postępujące z roku na rok ograniczanie powierzchni plaż zdatnych do rozłożenia prywatnego kocyka – wszystko to powoduje, że mieszkając o krok od jednego z najpiękniejszych w Europie brzegów morza unikam jego przygnębiającego widoku. Najgorsze w tym jest poczucie, że większość uzna mnie za dziwaka, który nie umie włączyć się do wspólnej zabawy. Zdecydowanie nie po drodze mi z większością. Nie podzielam też uczuć czcicieli futbolu i ubolewam, że telewizja w pogoni za oglądalnością wciska gdzie się da informacje o tym, co przydarza się piłkarzom, co powiedzieli, za ile się sprzedali do kolejnego klubu, z kim się rozwiedli i w jakim lokalu zabawiali się po strzeleniu gola. Ostatnio osłupiałem, gdy w moim ulubionym programie Monika Olejnik i jej szanowany powszechnie rozmówca zostali pomniejszeni do podrzędnego okienka, a w większym puszczono równolegle przejazd na żywo drużyny Hiszpanów przez ulice Madrytu wypełnione fanatycznym tłumem. Ważniejszy od znakomitej dziennikarki i fascynującej rozmowy o istotnych dla Polski sprawach okazał się jakiś kibic, który aktualnie siedział w reżyserce emitującej program na antenę. I znów większość mnie potępi, ale spróbuję się tym nie martwić.

Tego samego wakacyjnego dnia wiadomości krążyły wokół osoby mojego ukochanego reżysera i jednego z największych żyjących polskich artystów, jakim jest Roman Polański. Szwajcarzy postanowili, że jednak go nie wydadzą amerykańskiej nagonce, jaka została zmontowana w trakcie realizacji jego ostatniego filmu. Uznali, że nie ma sensu ściganie go w imię krzywdy kobiety, która już dawno mu wybaczyła i zapewne żałuje, że jej opiekunowie żądni odszkodowań pozbawili ją szansy kolegowania się z Romanem teraz, kiedy nie jest już taki groźny. Pedofil! – wrzasną na mnie oburzeni legaliści. Część z nich przymilała się wiele lat Polańskiemu i fotografowała się z nim z okazji jego przyjazdów do kraju. Wydawało mi się, że przez te lata opinia społeczna poszła za głosem poszkodowanej i uznała przedawnienie. Nikt nie rzucał się na Romana, by go skrępować i odprowadzić do amerykańskiego konsulatu. Podziwialiśmy go za wielkie filmy i daliśmy mu wcielić się w Papkina, co przecież wymagało licznych dni zdjęciowych w Polsce. Ostatni raz widziałem go w Sopocie gdy przyjechał z Faye Dunaway celebrować odsłonięcie pomnika „dwóch ludzi z szafą”. Szedłem obok niego otoczonego luminarzami polskiej kultury w kierunku sopockiego mola i przypominałem sobie jak poznałem go jako Mozarta grającego z Łomnickim w genialnej sztuce Shaffera. Był Mozartem światowego kina równie niesfornym i łamiącym kanony. Był piewcą wolności jak mało który artysta. Aresztowanie go na stare lata i groźba, że resztę życia spędzi w więzieniu wywoływała protesty na całym świecie. Nie miały one nic wspólnego z pochwałą pedofilii. Wywołane były poczuciem absurdu, jaki stał się jego udziałem. Ale jednocześnie to aresztowanie wyzwoliło nagle agresję i nienawiść do Romka drażniącego ludzi swoim libertynizmem, którego nie mogły wymazać ostatnie lata jego życia w charakterze przyzwoitego małżonka i ojca rodziny. Odezwały się liczne głosy potępienia i oburzenia również tych, którzy w sprawach nieporównywalnie cięższych przewinień ludzi ze świeczników wobec nieletnich trzymali języki za zębami. Słuchałem dzisiaj znawców rozprawiających po różnych kanałach na ten temat. Nikt, nawet Tomek Raczek, nie powiedział o co tak naprawdę chodziło z tym aresztowaniem. A przecież wystarczy uważnie obejrzeć ostatni, genialny film Polańskiego „Autor – widmo”, żeby dojść do wniosku, że istnieją w naszym świecie potężni wrogowie ukończenia tego filmu i dopuszczenia go na ekrany i że ich gorącym pragnieniem jest, by nasz mały staruszek Mozart, co ich tak bezwzględnie zdemaskował, zdechł za karę jak pies. Większość się ze mną nie zgodzi i może nawet wyśmieje, ale i tak jestem z większością na bakier w tylu sprawach, że się tym nie martwię.

Jedna odpowiedź do “Fenomen Polańskiego”

  1. Kasia Otczyk mówi:

    Absurd jest w tej sytuacji dostrzegalny od razu…
    A jesli brakuje Panu pieknych i cichych polskich plaz to bardzo polecam okolice Lubiatowa (wcale nie tak daleko od Gdanska).

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.