Opera Bałtycka w Warszawie

Występ w Warszawie nie jest jakimś wyczynem nadzwyczajnym. Prawie wszystko da się dzisiaj za odpowiednią cenę kupić. Każdy teatr chce pokazać swój spektakl w stolicy, bo tam są media, krytycy, fachowcy i moce opiniotwórcze. Jeśli się pragnie zaistnieć w skali ogólnokrajowej, to trzeba zaistnieć w Warszawie. A więc sęk w tym, żeby nie tylko tam wystąpić, ale też odnieść sukces, a tego już się kupić nie da. Można też przeliczyć się z siłami, porwać się na Warszawę i ponieść tam klęskę. Wtedy biada, bo klęska roznosi się większym echem niż sukces. Byliśmy świadomi tego ryzyka i długo przygotowywaliśmy się, by zaprezentować nową Operę Bałtycką w jak najlepszym świetle. Okazją do tego stał się jubileusz 60lecia naszej instytucji i przekonanie, że mamy w repertuarze kilka spektakli na najwyższym krajowym poziomie, których nie powstydziłaby się i Opera Narodowa. Ponieważ jej scena jest zbyt duża, jak na wymiary naszych produkcji, zaproponowaliśmy Ministrowi Kultury i Sztuki Panu Bogdanowi Zdrojewskiemu, który objął patronat nad obchodami naszego jubileuszu, że pokażemy nasze dwa najlepsze spektakle w Teatrze Narodowym. Ponieważ dyrektor Englert, jak i większość środowiska warszawskiego od pewnego czasu z zaciekawieniem i życzliwością śledził nasze poczynania w Gdańsku, Teatr Narodowy przyjął nas nie na zasadach komercyjnych, jak to się przeważnie odbywa z okazji gościnnych występów, lecz na zasadzie przyjacielskiej wizyty, która nie zrujnowała naszego skromnego budżetu. Wielkie należą się za to dyrekcji Narodowego podziękowania. Tym bardziej czuliśmy się zobowiązani do tego, by wypaść zgodnie ze skalą zaufania, jakie nam okazano.

Pierwszego dnia pokazaliśmy obsypany nagrodami balet Izadory Weiss „Romeo i Julia”. Ta współczesna wersja szekspirowskiego mitu przeniesionego przez choreografkę w dzisiejsze warunki okupowanego Iraku stała się już kultowym spektaklem naszego Bałtyckiego Teatru Tańca, w którego formułę przekształcił się dawny zespół baletowy opery.  Trzydziestomiesięczny okres ciężkiej pracy naszych tancerzy zaowocował powstaniem znakomitego zespołu tańca współczesnego wyspecjalizowanego w budowaniu pełnospektaklowych form teatralnych ze starannie dobieraną muzyką. BTT jest u progu wielkiej podróży po świecie i liczne zaproszenia, które do nas zaczynają napływać, wróżą, że ta ciężka praca nie pójdzie na marne. Warszawa była pierwszym miastem, gdzie pokazaliśmy dorobek tej nowej formacji artystycznej, z której, jak mamy nadzieję, już niebawem Gdańsk będzie mógł być dumny. Było dla nas bardzo ważne, jak nasi tancerze zostaną przyjęci przez inną niż entuzjastycznie nastawiona widownia Trójmiasta. Rezultat przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Wypełniona do ostatniego miejsca widownia Teatru Narodowego zgotowała spektaklowi stojącą owację, a nasza para głównych bohaterów Frania Kierc i Michał Łabuś razem z Izadorą Weiss byli witani na scenie powszechnym okrzykiem radości. Obecni na widowni Marszałek Województwa Pan Mieczysław Struk i Prezydent Gdańska Pan Paweł Adamowicz, którzy razem z Panem Ministrem Bogdanem Zdrojewskim patronowali całemu przedsięwzięciu dziękując zespołowi po spektaklu powiedzieli coś, co dostarczyło najwięcej radości mojemu dyrektorskiemu sercu, że dla takiego zespołu warto budować nową siedzibę i że czas rozpocząć poważne rozmowy o lokalizacji i projekcie Nowej Opery Bałtyckiej.

Następnego dnia zaprezentowaliśmy moją inscenizację dzieła Ryszarda Straussa „Ariadna na Naxos” pod dyrekcją Jose Marii Florencia przygotowaną dla festiwalu „Mezzo” w Seged i transmitowaną kilka miesięcy temu do wielu krajów  przez ten najważniejszy telewizyjny kanał muzyczny na świecie. Dzieło jest niezwykle skomplikowane w swojej warstwie muzycznej i strukturze narracji a trudności wykonawcze są powodem bardzo rzadkich prób jego realizacji scenicznych. Wielu wielbicieli opery wybierało się w Warszawie na nasz spektakl w przekonaniu, że porwaliśmy się z motyką na słońce. Obawialiśmy się tego krytycznego nastawienia, więc z wielką tremą witałem gości w drzwiach Narodowego ciesząc się z jednej strony, że większość znawców stawiła się na nasz występ, a z drugiej strony martwiąc się, czy moi artyści sprostają temu wyzwaniu. I znów przeżyliśmy zaskoczenie, że jakość naszej pracy spotkała się z takim entuzjazmem. Znakomici soliści z Katarzyną Hołysz, Olą Buczek i Arianą Chris na czele, nasza wspaniała orkiestra i maestro Florencio zebrali zasłużone owacje i długie, serdeczne gratulacje po spektaklu, wśród których najcenniejsze były słowa Marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, mówiącego o tym, że przynosimy jego rodzinnemu miastu chlubę, oraz czołowego krytyka berlińskiego Clauspetera Koscielnego wychwalającego imponującą klasę artystyczna naszego teatru. Byłem szczęśliwy, że 60 lat Opery Bałtyckiej, zostało zwieńczone takim pięknym akordem, jaki zwykle wieńczy wielkie dzieła muzyczne.

Jedna odpowiedź do “Opera Bałtycka w Warszawie”

  1. Anita mówi:

    Bardzo przepraszam, bo chciałam słówko nie zupełnie na temat: właśnie wróciłam ze spektaklu w Operze Bałtyckiej (znowu przepraszam, do nowego też się trzeba przyzwyczaić, chciałam powiedzieć, że ze spektaklu Bałtyckiego Teatru Tańca). Korzystając z tej drogi chciałam coś powiedzieć pani Isadorze, nie wąpię, że dojdzie to do adresatki: Pani Isadoro! Dziękuję za “Out”.
    Przy okazji: gratuluję sukcesów w Warszawie, wiedząc, jakie spektakle tam zawieziono, w sukces nie wątpiłam ani przez chwilę.

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.