Wtajemniczeni rozumieją tytuł. Pozostałych odsyłam, by poszukali sami wyjaśnienia jego genezy, bo szkoda mi miejsca. Pragnę się tylko podzielić tutaj moim przekonaniem, że do dobrych obyczajów internetowych powinna przenikać coraz mocniej powszechna niegdyś pogarda wobec anonimowych opluwaczy i donosicieli. Z jednej strony jest jakaś upojna radość, że w Internecie można się swobodnie wypowiadać na wszystkie tematy. Bez cenzury oraz przykrych konsekwencji manifestować najbardziej nawet drastyczne poglądy i opinie osobiście, jak w sławetnym Hyde Parku będącym zwieńczeniem i chlubą anglosaskiej demokracji. Z drugiej strony jednak całkowita i wieczna anonimowość hulających w internetowych ciemnościach głosów wyzwala w nich niebywałą agresję i skłonność do wyzwisk, co chyba nie wpływa korzystnie na kształtowanie się ich światopoglądu i charakteru. Może więc w ich własnym interesie byłoby wskazane, żeby się przedstawili, zanim swoje mniemanie upublicznią. Nie da się tego wymusić przepisami i sankcjami, bo większość z nas jest za wolnością w sieci i to jest słuszne. Słuszne jest jednak także propagowanie dobrych obyczajów. Nikt nie musi się do nich stosować. Ale czy nie jest miłe i budujące, że w naszym upodlonym przez komunę kraju powraca wraz z wolnością społeczna akceptacja dla dobrych manier, grzecznych form obcowania i usiłowań, żeby wzajemnie wobec siebie nastawiać się bardziej przyjacielsko, niż to fundują proste prawa dżungli? Kulturalna Europa nie jest li tylko czczym wymysłem pięknoduchów. To realna kraina ścieląca się raczej ku Zachodowi, gdzie człowiek człowiekowi niekoniecznie musi być wilkiem.
Ten blog jest między innymi po to, bym mógł się spotkać raz na jakiś czas z zainteresowanymi Operą Bałtycka internautami i jako Marek Weiss odpowiedzieć na różne wątpliwości oraz podzielić się poglądami na aktualne sprawy teatru. Namawiam zawsze do dyskusji i mam wielki szacunek dla tych, którzy wpisują się ze swoimi komentarzami uchylając rąbka anonimowości, nawet jeśli są moimi pracownikami. Nigdy żadna z tych osób nie spotkała się z mojej strony z jakimś niegodnym rewanżem w pracy. Rozumiem ludzi, którzy myślą, czują i kochają inaczej. Lubię spory i dyskusje. Tworząc bardzo osobisty rodzaj teatru jestem od lat do tych sporów przyzwyczajony. Natomiast wobec tych, którzy opluwają mnie w ciemności i lżą z zasłoniętą twarzą mam stosunek obojętny i nigdy nie wdaję się z nimi w anonimowe polemiki wychodząc z założenia, że ich głos jest na starcie spalony jako fałszerstwo. Anonim nigdy nie był wiarygodny. Owszem jest przez wielu zarządzających ludzkimi losami ludzi wykorzystywany jako źródło informacji i możliwości rozprawienia się z kimś niewygodnym, ale pogarda, jaka towarzyszy zawsze czytaniu emocjonalnie zajadłych anonimów, osłabia ich wiarygodność i sens. Obejmując Operę Bałtycką i reformując ją przez dwa lata odebrałem pracę, często wieloletnią, około trzydziestu osobom. Przynajmniej połowa z nich ma prawo darzyć mnie szczerą nienawiścią. Głosy tej grupy przewijają się w internetowych napaściach regularnie. Do tego dochodzą ludzie emocjonalnie związani z inną estetyką, innym światopoglądem i inną ideologią. Mają prawo atakować mnie z całego serca. Ale, czy nie czuli by się godniej i skuteczniej, gdyby podnieśli przyłbice i wystąpili w swoich sprawach z własną twarzą? Jestem pewien, że tak. Proszę spróbować. Nie ma się przecież czego bać. Ja zwalczam w pracy tylko leni i niedołęgi artystyczne, które według mnie obniżają loty wspaniałego zespołu Opery Bałtyckiej.


Ten wpis został opublikowany poniedziałek, 24 Maj 2010 o 21:34 i jest zaszufladkowany do kategorii
Panie Dyrektorze.
Ależ nie mam nic a nic pretensji do Pana , że zna się lepiej z baletem niż z nami. Rozumiem to.
Nie widzę nic dziwnego w tym, że darzy Pan szczególnym szacunkiem tancerzy, a co do Pani Izadory…twierdzę, że ma wielkie szczęście mając u boku męża, który niewątpliwie bardzo Ją Kocha. I to rzeczywiście widać na próbach, na korytarzu. Za to ogromny mój szacunek.
Proszę jednak zrozumieć, że bardzo trudno nam (mi pewnie szczególnie z grona komentujących) “pokazać twarz”, gdyż wyrażanie swojej opinii (nawet anonimowo) wymaga ode mnie sporo skupienia, zastanowienia się czy wypada i czy należy.
Numer244 to raczej ucieczka od kochanych “przyjaciół” z zespołów a niżeli przed Panem.
Mam nadzieję, że kiedyś nadejdzie czas żeby usiąść razem przy stoliku i wyjaśnić sobie skąd żale, czasem pretensje, a niekiedy również strach przed nieskrępowanym wyrażeniem swoich odczuć.
P.S
Np. ostatnie zdanie…już słyszę te komentarzyki: “numer244 próbuje podlizać się dyrekcji”.
Proszę sobie wyobrazić co by było gdybym się teraz przedstawił z imienia i nazwiska
Depresja murowana…a zapewne musiałbym opuścić nasz Teatr.
…nie, dziekuję. Wbrew pozorom dobrze mi tu
Pisanie tutaj naprawdę nie jest proste.
To dziwne, co piszesz, numerze 244. Należę do nielicznej grupy dyrektorów, którzy się przyjaźnią z zespołem. Jestem po imieniu z wieloma moimi pracownikami i bardzo często rozmawiam z ludźmi w kulisach, na korytarzach i w bufecie. Drzwi do mojego gabinetu zawsze są otwarte i może przyjść każdy, jeśli ma poważną sprawę. Uśmiecham się często, bo lubię swoją pracę i swój teatr. Może mnie mylisz z kimś innym? I nie jest tak, że częściej rozmawiam z baletem, “…bo Izadora”, tylko kocham tancerzy, bo to szczególny rodzaj ludzi, którzy ciężko pracują fizycznie jak sportowcy, a mają wrażliwość delikatnych dzieci i cudowną radość życia. A na koniec powiem tyle, że oczywiście łatwiej jest pozostać anonimem. Odsłanianie przyłbicy jest zawsze ryzykowne. Ale godziwe życie też jest ryzykowne. Bardzo.
Witam Panie Dyrektorze.
Muszę przyznać, że aż mnie łampki świerzbią by przedstawić się z imienia i nazwiska.
Nie zrobię tego jednak z dwóch powodów.
1. musiałby Pan obiecać, że nie będzie takich sytuacji jak niegdyś, że cytował Pan komentujących bloga na forum zespołów
2. musiałbym ubrać się w niewidzialną zbroję przeciw podjudzaniu kolegów i koleżanek.
A teraz poważnie.
Czy nie sądzi Pan, że ogromnie ryzykowne byłoby przedstawianie się z imienia i nazwiska po naszej niegdysiejszej wymianie poglądów?
Proszę postawić się na naszym miejscu.
Znajduje się jeden, drugi pracownik, który ma pewne pretensje, jest sfrustrowany, mało zarabia, nie może przyzwyczaić się do nowego (proszę nie mylić z niechęcią do pracy czy też zawodu jaki wykonuje), lub cokolwiek jeszcze innego.
Postanawia wyjawić swoje zgoła odmienne poglądy na forum “bloga” prowadzonego przez swojego pracodawcę, który nie należy do osób “dyskutujących”. Tu muszę wyjaśnić…
Nie twierdzę że jest Pan “zimnym szefunciem” prowadzącym jakąs tam firmę. Ale przyzna Pan, że przechadzając się po korytarzu, nie wdaje się Pan w jakąkolwiek rozmowę z pracownikiem (orkiestry czy też chóru). Troszkę inna sytuacja jest z baletem, może dlatego że prowadzi go Pani Izadora i siłą rzeczy zna Pan tych ludzi bliżej niż innych. Nie ważne, po prostu jest Pan z nami na spory dystans.
Reasumując – może gdyby przez te dwa lata zawitał uśmiech na Pana twarzy gdy przechodzi Pan za kulisami, sytuacja wyglądałaby troszkę inaczej.
Myślę jednak, że nic straconego i wszyscy możemy naprawić to co zrobiliśmy źle.
Przecież jesteśmy ludźmi teatru…swego rodzaju elitą.