Cieszy mnie rozgrzewająca się na moim blogu dyskusja o sprawach Opery Bałtyckiej. Mam nadzieję, że będą w niej brali udział nie tylko poszkodowani w naszych decyzjach obsadowych artyści jak „Aria”, ale i wszyscy ci, którym leży na sercu prestiż i poziom opery w Trójmieście. A może dołączą się nawet tacy, co myślą z miłością o operze w ogóle?
Nie uchylam się przed odpowiedzialnością za to, co w moim teatrze się dzieje i nie obrażam się na atakujących. Byłoby jednak lepiej, gdyby łączyło nas wspólne zamiłowanie do faktów i w miarę obiektywnej ich oceny. W tym kontekście pogardliwe określenie, że Florencjo dobrze „macha” uniemożliwia mi poważną dyskusję, a wyssane z palca insynuacje, że wiele teatrów i filharmonii zamknęło przed nim drzwi lokuje moją oponentkę poza kręgiem osób, z którymi mógłbym o czymkolwiek rozmawiać. Jej podjudzanie, żeby wnieść sprawę o mobbing jest nieodpowiedzialnym wykorzystywaniem innych do załatwiania jej własnych porachunków z naszym krewkim, ale sprawiedliwym mistrzem batuty.
Zarobki są zawsze tematem bolesnym, bo nikt nie zarabia wystarczająco. Obiecywałem znaczącą poprawę w tej materii wszystkim swoim pracownikom i uważam, że się z tych obietnic, w miarę możliwości budżetu, wywiązuję. Od pierwszego spotkania z załogą powtarzam jak mantrę, że im więcej będziemy grali spektakli na odpowiednim poziomie, tym więcej będzie co miesiąc na koncie naszych artystów. A więc nie podwyżki pensji, których w tym roku nie uświadczy się w naszym kraju nigdzie, lecz nadgrania za spektakle. To jest system, w który wierzę i który dla teatru jest szansą wyjścia z biedy. Co miesiąc leży przede mną wykaz zarobionych przez moich pracowników pieniędzy. Nie ogranicza się on do podstawowych pensji, lecz do całej sumy, jaka z teatru została przelana na konta pracowników w ciągu miesiąca. Bardzo łatwo da się na niej sprawdzić, czy ludzie zarabiają więcej, czy mniej. Otóż zarabiają znacznie więcej. Taka jest prawda cyfr. A to, że muzyk tutti ma pensję podstawową niewiele większą niż sprzątaczka, jest skandalem jaki otrzymałem w spadku nie tyle po moim poprzedniku, co po całej epoce w tym kraju, gdzie artysta, nauczyciel, lekarz, czy inny „mądrala” nie był więcej wart, niż reszta „klasy pracującej”. Nie mamy możliwości, żeby radykalnie zmienić podstawę pensji, ale zmieniamy jej pochodne. A te są takie, że to, co pani zarobiła, Pani Magdo, za styczeń, jest trzykrotnie większą sumą niż to, co otrzymała sprzątaczka. Moim zdaniem to wciąż za mało. Ale sprzątaczka, którą codziennie widzę jak przemierza teatralne korytarze, pokoje i garderoby też jest wynagradzana skandalicznie nisko. I tak dalej i tak dalej – aż do śmiesznej pensji premiera, jeśli ją porównamy do odpraw kilku cwanych prezesów. Nie obiecywałem nigdy, że wszyscy w teatrze będą szczęśliwi w dniu wypłaty, ale dotrzymałem słowa, że pieniędzy będzie systematycznie coraz więcej.
A teraz kilka obiecanych faktów w związku z mitem, że odeszło „wielu ciekawych tancerzy”, a przyjęliśmy amatorów. W zespole baletowym mamy 22 nowe osoby, z czego trójka nie ma dyplomu. Dwóch z tej trójki to jedni z najlepszych tancerzy w zespole, a trzecia – dziewczyna już wkrótce przegoni wiele koleżanek z dyplomami. Ten fakt akurat nie zmienia mojego poglądu, że w dzisiejszych czasach sam dyplom szkoły baletowej nie daje gwarancji profesjonalizmu w tańcu, a jego brak ten profesjonalizm wyklucza. Tak się dzieje we wszystkich artystycznych zawodach i biadolenie na temat ekspansji amatorów wynika z całkowitej ignorancji w dziedzinie sztuki współczesnej. Przed rozpoczęciem mojej pracy w Bałtyckiej odeszła z zespołu baletowego para tancerzy białoruskich skuszona propozycjami Teatru Wielkiego w Poznaniu i para państwa Jędrychów skuszona możliwościami wyższych zarobków w Teatrze Wielkim w Warszawie. Kiedy rozpoczęliśmy pracę i radykalnie cięższe próby, wykruszać się zaczęli najsłabsi i ci, którzy przestali być obsadzani. Nie widzę wśród tych ośmiu osób ani jednej „ciekawej” cokolwiek to słowo mogłoby oznaczać. Wszyscy wartościowi artyści jak Irek Stencel, Filip Michalak, Ola Michalak, Leszek Alabrudziński, Ela Czajkowska, Sylwia Kowalska – Borowy, Piotr Borowy, Karolina Jastrzębska, Agnieszka Krajewska, Magda Kotlarz i Michał Wylot zostali i tańczyli by wspaniale wszyscy do dzisiaj, gdyby nie tragiczne zadawnione kontuzje ostatniej pary, zmuszonej przez swoje stawy do zmiany zawodu. Brakuje też największej gwiazdy poprzedniego zespołu Małgosi Insadowskiej i „ciekawej” Żanety Borówki, które przeszły na emeryturę. Przy okazji warto nadmienić, że 22 nowoprzyjęte osoby w ciągu tych dwóch lat, to więcej, niż pojawiło się w Bałtyckiej przez poprzednie dziesięć. I to są właśnie obiektywne fakty udokumentowane w kadrach, a nie jakieś moje propagandowe gadki. Jestem dumny z naszego nowego zespołu baletowego i patrząc na pełne widownie jego spektakli czuję, że nie jestem w tym osamotniony.


Zaszufladkowany do